All I Want for Christmas Is a Real Good Tan
dla telefonu Nokia
Kod: RM2625361NUV
Aby otrzymać real music All I Want for Christmas Is a Real Good Tan - Kolęda wyślij sms o treści RM2625361NUV pod numer 7428
Aby wysłać do znajomego: Wyślij sms o treści +48xxxxxxxxx:RM2625361NUV na numer 7428
Cena SMSa wynosi 4 pln (4.88 pln z VAT).

Usługa real music dostępna na telefony Nokia: N95, N93, N92, N91, N90, N80, N76, N75, N73, N72, N71, N70, N-Gage, E90, E70, E65, E62, E61, E60, E50, 9500, 9300, 8801, 8800, 8600 Luna, 7710, 7650, 7610, 7600, 7500 Prism, 7390, 7380, 7373, 7370, 7360, 7270, 7260, 7200, 6822, 6820, 6810, 6681, 6680, 6670, 6650, 6630, 6620, 6600, 6500 Slide, 6500 Classic, 6300, 6290, 6288, 6280, 6270, 6267, 6260, 6234, 6233, 6230i, 6230, 6220, 6170, 6151, 6136, 6133, 6131, 6125, 6120 Classic, 6111, 6110 Navigator, 6103, 6102, 6101, 6086, 6085, 6080, 6070, 6060, 6021, 6020, 5700, 5500, 5300, 5200, 5140, 5070, 3500 Classic, 3310 Classic, 3300, 3250, 3230, 3220, 3200, 3110 Classic, 3109 Classic, 2630, 2626, 2610,
Powered by Wapster.pl Reklamacje: wapster@wapster.pl | Aby skorzystać z tej usługi musisz mieć skonfigurowany telefon do połączeń z WAP.
Wierszyk...
I Wywołany z przestrzeni ciasnej, gdzie głuche czoło chmur, a na nim słońca bruzda - wspominam ziemię świetlną: był pienisty nieba ślad nad głową prący płasko, wiatr jak mozaika różny w jeziorze się zanurzał, na rzekach ryb dzwonienie, a nocą ryba gwiazd wygiętą niosła płetwę poprzez roślinny czas. Człowieczych głosów drzewo szumiało snom mym prędkim: był ogród, a w nim dom o dachu niby miedziak, w ogrodzie stały kwiaty w kolorach jak kredki i często tęczy gmach jak pióro lekki leciał i często snom przychylny puszysty śniegu las. Pytałem wiele razy jasności, co nade mną, o żywot wszystkich rzeczy, które w wspomnieniu są. - Ten dom - mówiła jasność - o dachu jak pieniądz i drzwiach jak płomień rudych przy ścianie, ten dom zamyka twe bogactwo pod cieniem obłoku, zdobyte trudnym słowem i oddane śnieniu. Więc mowa jego jest prosta i pełna milczenia jak światło szyb złotawych i ciężkich jak z miodu. A ogród? - Ogród - powiedz - czy pozostał tam ten sam, gdzie dzieje moich roślinnych przyjaciół stawały w ogniach wrących o śpiewnych imionach. - Pozostał nadal wierny, a gdzie kwietnik stał, przemawia dłonie wznosząc, dzwoniąc jak łańcuch twój klon - o twarzy smutnej i wiatrem spienionej. Nie pytaj, dziecko światła, bo daremne jest wołanie ust sczerniałych, wygiętych jak krzyżyk ku ziemi tej, ku drugiej ziemi, gdzie nie liczą łez i włos jak z rtęci żywy za most starczy stopie. Nie pytaj. Wśród błyskawic zapomnisz szczęśliwy i tu spojrzeniom lekki wzniesiesz tęczy gmach, i sny pomieścisz łatwo, choćby w dłonie obie. Niewdzięczny - w domu twoim królestwo nietrwałe obrazków, gdzie księżyce i stołów, i krzeseł. Tu słońce pulsujące jak skroń twa spotkałeś i ziemię cienia. Na niej - do nóg twoich przęseł podchodzi on łagodny i skrzydłem przyzywa, językiem, co muzyczny - po oczach ci wodzi. Zapomnij tamtych imion. Szeleści igliwie nocy rozległej bardzo i prąd ptaków lecących ku gniazdom przez niebo ruchome i grom w świergocie gwiezdnym przechodzi. - Jasności mocna nade mną - mówiłem - wyrzekłaś: zwierz i skrzydło, i język, i jeszcze - oko i gniazdo, i ptak. Nie, nie zapomnę tych imion; wszak i tam dane są: więc zwierz był domowy i leśny, groźny lub cichy; a płacz ptaka poznałem najwcześniej i skrzydeł białych sierp lotny w powietrzu bardzo przejrzystym, jak błysk lusterka lub kruszcu, jasności jedna jest pamięć, daremna pamięć mych kroków wciąż wracających uparcie, stopy raniących o muszle drzew nad stawami - o ścieżki puchem powietrza znaczone, łąkę rzuconą ostrymi kwiatami do góry jak bronę, o echo orkiestr chłopięcych, słowo człowieka, o uśmiech... II Słychać wołania z przestrzeni, która się Ziemią nazywa, lecz wiele słychać posępnych. Smutny przechodzi nad nimi jak kondukt ciemny krajobraz i wtedy krzyk się podnosi ciężko jak ramię wiatraka: o nocy, nocy niedobra, oto zamiera w nas tętno, daj zmiłowanie. O słońce święte - żegnamy cię - w ptaków porannych kołatkach. I drugie głosy nieznanych drżą nad świetlistym oparem. W nim to zarysy kształtów, usta płomienia wypukłe i sierść pagórków zjeżona, księżyc o twarzy zatartej, profil nizinnych mgieł, pługi malutkich miast, i las szeroki na łunie, i wiatr brzęczący jak drucik. W nim to - nieprzenikniony - zegary huczą okrągłe, parska wagonik pękaty, gwiżdże oliwa i para, biegną stłoczone ku niebu domy ogromne jak stogi, rzeka barwiona niebiesko mosty wygina na barkach, ślepe maszyny kołami toczą przed sobą przestrzeń i ta opada na wzgórzach lub drogą w ramionach kaskad drzewnych przystaje. Białe wychodzą procesje z jaskiń gotyckich o wieżach ze śpiewu, woni i światła. Nie tutaj - jasności obca - gdzie żal mój nie zbawia, a snu nie znają twoi synowie z innych poczęci brył, nie tutaj - chłodzić ramiona wieczne a ziemskie na pół o kwiaty jakich t a m nie ma... Był ogród, w ogrodzie był dom mój jak trawa spokojny i co dzień otwarty wołaniu czterech stron świata. Lekki podnosił rano go opar, że świecił silnie jak diament pod tęczą rzuconą niedbale na kwiaty w kolorach jak kredki. Tam czas pomarszczył groźny bezsilnej dłoni dno i owoc ziemski podał głodowi ciemnych warg, jak liść znalazłem serce w mej piersi - i ten głos przyzywa znowu ostry i woła mi: to kraj ojczysty twoich źrenic, w których pomieścisz pamięć czerwonych dłoni brzasku i czarnych dłoni nocy. Tu śpiew ci był poduszką, kołyska na kolanie - O, tyle już spadło niechętnych, suchych powiek na obraz ten: wychodzi nieśmiała drobna postać, a drzwi są ramą barwną i suchy srebrny włos, i srebrny wiatr u głowy, i szara kropla smutku na uchylonych wargach, i ręka ucząc syna prawd ciemnych i prostych opada nagłym pluskiem bezsilna na włosy, na czoło otworzone jak niebo zdarzeniom i drży, gdy czas wskazówką cios wymierza ostry. Przypomnij, jeszcze ciepłe na oczach spojrzenie i spływa po powietrzu miękka lilia głosu, wodnistą smugę znaczy i imię układa. Niewdzięczny, ach, niewdzięczny - to była twa matka. Są dźwięki, których nie znasz, a które ukryte dla uszu twoich wyschłych o miłości uczą. Pochyla się nad kartą zapisaną czarno pochmurna krucha ręka i wśród ciężkich liter wpisuje wiedzę życia i nietrwałość ludzką. A głowa niczym ptaku zwisła wątło w barkach jak gwiazda zawieszona ku nocy się skłania, gdzie krawędź odpoczynku, zapomnienia pieśń. Pamiętaj - jedna tylko jest pamięć kochania, bez niego oczom pusto i na piersi lęk. Lecz znasz go, synu. Pusty dzwon w kopule jak język najboleśniej na sznurze się zwijał, gdy miejsce twych umarłych uderzone kulą słoneczną kulą wyszło naprzeciw powitać jak gałąź obłamaną rękę ranną w locie, co płomień miała w sobie i chłód nocy wartki; jak drzewa gięte stoją i plamią złe kartki litery opuszczone. Tak, to był twój ojciec. Jasności - zawołałem - nienawistny dzień przechyla wagę słońca ku sercu mojemu. Bez trwogi żywot skąpy. Tu - nie chodzi śmierć w jaskiniach żółtej trawy, pod konarem grzmiącym i śpi spokojnie gwiazda z szponami na oczach, i z domów płynie cisza okrągła jak dźwięk. Jasności - niech się chwila straszliwa powtórzy, bom słyszał koci pomruk rzeki, którą tam wpatrzeni w stare książki nazywają Styksem. Słuchajcie, o szczęśliwi. W powrotnej podróży pójdziecie bez witania, bez anioła nawet, choć mówią: uzbrojony blaskiem będzie stał o skrzydłach niby z zawias ciężkich i uściśnie radosnego wybranego. - Przebyłem, poznałem noc tak pustą jak serce trwożliwych, gdy dzwon jak usta Boga nad snami ich krąży; i w pianie mego ciała chodziłem jak w grzybie po zboczach pustych winnic bez serca i głosu. III Ponad marzeniem, ponad trwogą tu skronie rosną w piórach krętych i ponad chmurą niosą nogi znieruchomiałą obcą strefą. Przestrzeń ogarnąć, może zgubić, ciszę pozyskać, stracić ciszę - już nie usłyszę śpiewu ludzi, jeśli śpiewają - to na przyjście. Falują gaje snu wiecznego, zwierz na pół anioł, na pół ptak schyla źrenice nad przejrzystą wodą pamięci. Z dalekiego fletu, co zgięty w księżyc łka odchodzą nuty jak postacie i odwrócone twarzy liście świecą w ciemności niby kra. I zostawiony lśnieniu temu, które jest grot, ale i sen, nie wiem, com zyskał, a com stracił. To tylko: dom mój jak spod hełmu ze słońca patrzy w ogród, gdzie na palcach wspięte stoją strome kwiaty poczęte z barwnych brył - I znowu pamięć otworzona. Wspominam ziemię świetlną: Był... --