Everybody Loves the Sunshine
dla telefonu Sagem
Kod: RM3251966NUV
Aby otrzymać real music Everybody Loves the Sunshine - Queens wyślij sms o treści RM3251966NUV pod numer 7428
Aby wysłać do znajomego: Wyślij sms o treści +48xxxxxxxxx:RM3251966NUV na numer 7428
Cena SMSa wynosi 4 pln (4.88 pln z VAT).

Usługa real music dostępna na telefony Sagem: MY Z-55, MY Z-5, MY X6-2, MY X5-2V, MY X5-2, MY X3-2, MY X-8, MY X-7, MY X-6, MY X-3, MY V-85, MY V-76, MY V-65, MY V-56, MY V-55, MY S-7, MY C5-3, MY C5-2, MY C4-2, MY C-4, MY 800X, MY 700X, MY 600X, MY 600V, MY 501X, MY 501C, MY 411X, MY 401Z, MY 401X, MY 401C, MY 400X,
Powered by Wapster.pl Reklamacje: wapster@wapster.pl | Aby skorzystać z tej usługi musisz mieć skonfigurowany telefon do połączeń z WAP.
Wierszyk...
Milknie mój płacz. Potoki śnieżnych kalin - zwodzony most - Boże mój, Boże, Boże! już nic mam snów i nagi wśród przehalin tułam się drżąc, w prastarym jodeł borze, gdzie milknie płacz - gdzie huczy dzwonów morze. Zgubione są me sny i czarno-złote morze uderza w moją pierś dzwonami wszystkich wiar - tam w lody bije śmierć - na harfach Jutrznia gra - tam naród, lochy - Car! Chcę odejść w głaz - w jezioro - w ciemny bór - lecz kocham Ją - tę Niewiadomą, co gra w dzwon. Samotny jestem - sam - płynęła moja krew jak rzeka z górskich bram. Albatros - goniąc jutrzenkę - okrążył lazur ziemi i nieruchomy zawisnął na niewidzialnych promieniach - o duszo, gdzie twój Bóg? Turkot toczonych dział strząsa mi kielich rosy - tęsknię, umieram, płaczę - tu pod szumiącą dziko tonią w loch zawrzeć muszę Ją - by rozkołysać złoty podziemny w turmie dzwon. O, Bóg mię bardzo kocha - dlatego serce me szlocha - dlatego jestem sam - i muszę sercem bić w turemny złoty dzwon. Biorę za powróz - gram - potępień zgrzyta jęk z rozpacznych ciemnych łon - o, jak ogromny z mrocznych ogniów zamek - o , jakież skrzydła mam z lodu i tron, gdzie gwiazda umarła, króluje ze mną nad kośćmi poległych. Wonieją kwiaty kalin - drżą listki u mych nóg. Kocha mię Chrystus-bóg, żem się litował męce, sam leżąc na stosie płomiennym, gdzie kości moje skruszono. Drapieżny ptak wyjadł mi serca wnętrzności i były puste źrenice, jak wiadra schodzące w głąb studni. Rzekł bóg piekielny: będziesz w niebiosach - i czekam za kratą w lochu gdzie jest schronisko zim - i tylko nad grobem Nieznanej śnieżyste kwitną kaliny. Módlmy się - oddałem Bogu moją wolę - nawet się modlić nie umiem. Z krainy zimnej północy nadchodzi Wąż. Kwiaty w mym ręku i krzyż - gdzie miecz? gdzie purpurowe i czarne sztandary? gdzie zemsty mojej skalista maczuga, pnąca się piersią do gwiazd? Bije drugi - trzeci - sześćdziesiąty dzwon - chcąc mi przypomnieć, co wiem - - - kochałem, kochałem Ją - na księżyca sierpie królowę śnieżnych kalin, w których się krwawi krew. Śpiżowe huczą działa na mostach zwodzonych, brunatno-czarny nad przepaścią wąż pełznie na wino do mych gór - na wino z Chrystusa krwi - ugoszczę was - borów tych pan. Zasiądźcie do mych stołów, które z kamienia są - ciosane piorunem. Bóg każe przyjąć was - słuchajcie - zagram w dzwon - bledniecie! to jutrzenki dzwon - ten czarny nieba klosz - to dzwon mój, chmurząc się - gra. Gdybym go strącił z mych nadgwiezdnych baszt - przebiłby ziemię, lecąc aż w czeluść piekielną - lecz jestem szczery Lach - gości nie pytam, skąd idą - i do Chrystusa wiodę na nowy zapóźniony trud. Klęknijcie u tych skał - gdzie śnieżą puchy kalin - tam grób jej - którą wydały ręce własnych synów. Nie płaczcie - gwiazdy wstają z grobu - Anieli nad nią dzierżą straż. Patrzcie, witezie - wyszła z lochu, z martwych cmentarza - otrząsa zimny całun - a wy, jak nocne ćmy, kryjecie się do mogił! to Pani Wasza - córa Wiecznego Słowa - to Miłość. Wężu - prosisz o habit zakonny - idź - mgławice kalin niechaj ukoją twych zbrodni widziadła. Anieli - nakarmcie tych głodnych - o gwiazdy - z modrej Chrystusa winnicy - nieście im wino słonecznych upojeń. Wy zimne bagien mogiły wydajcie naród uwięzionych słońcu co wschodzi. Wy dumne krwawe kościoły pokornie rozsypcie się w pył - już człowiek nie będzie królował, anieli spełniają urzędy - niebo gwiazd pełne i modlitw. Odpuszczam was - idźcie w pokoju - w mym sercu nie wygasł jeszcze płacz. - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Nas dwoje - w świecie tych przemian - idziem przez puszczę gdzie żarzą się kłody - nóżki twe jasne krwią zbroczone omyję w jezior modrej fali. Ja mrok - całuję Cię zmarłymi usty - uchylasz się - płoniesz i drżysz. Żyliśmy w tym lesie paproci, gdy ziemia była młodą i niewinną. W ramionach twoich szukałem miodu - i piłem wieczny sen. A teraz chcę wypić z twych ust, o Jutrzenko, mą nieśmiertelność. Ptaki śnią jeszcze pod kwiatami chmur, co woń roznoszą gór śnieżnych i morza - i fale grają w jaskiniach przybrzeżnych runiczną pieśń o nowym rozstaniu. Jedyny raz - odkąd sklepienia tej gwiezdnej otchłani wzniosły się we mnie w kościół Anamnezy - ja Ciebie - o Utęskniona - tulę, nie czując grzechu ni śmierci. I cóż powstanie z konchy twoich różanych łon? Czy kwiat paproci w noc męczeńską Jana? czy gwiazda magów - czy mrok Lucifera? boję się wszystkiego prócz śmierci. Otaczam Cię mym czarnym niebem Lilio Tatr! wśród lip tysiącoletnich brzęczą złote pszczoły i piją miody twoich ust. Chwieją się bujne zielonawe kłosy - lśnią na nich iskry, kłębią się chmury czarne - a z ziemi płyną gorące wytchnienia. Wulkany tajne moich law chcą w ogień stopić czarny diament w miłości ołtarzu, gdzie wieczne życie migoce zdrojem ofiary. W twych bujnych włosach liść zielony kalin, w twych oczach światła fosforyczne mórz. Lecz pierś twa szałem dwojga meteorów do mroków moich tuli się pancerza i łka na czarnych zimnych lodozwałach. Jam wolny! - Pójdźmy ku morzu - przez orkę z deszczowych nawałnic - przez bór pochylony wichrami od morza w wygięte harfy jodeł i modrzewi - tam ku tym srebrnym falom - ku ciemnym głębinom - gdzie jest twój bursztynowy pałac - o królowo! Zakrywasz mi źrenice gwiazd gałęźmi kalin, niepokój wstrząsa wierzchołkami drzew - i w misę nalaną mrokiem rozpaczy spływają opale. Wciąż mocniej tulisz oczy me i słyszę śpiew łabędzi - i szelest rosy - która opada z ich skrzydeł. A tam - wzbierają fale Oceanu - płyną jak węże z klejnotami głębin i w swych wydętych piersiach niosą grzmot pieśni - która do najgłębszych jaskiń, do skał najgroźniej spiętrzonych ku niebu, wzniesie modlitwę wniebowziętej ziemi, Ach, świecą oczy twe magicznym blaskiem - tortur, co cię rozdarły - ja ciemny - nie widzę twoich łez - musiałaś płakać tej nocy - która mi wszelkie niebo oddała i światy. - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Zniknęła Jutrznia. Piorun śni cicho u mych nóg. Stopy me chłodzi zamarzłe jezioro. Chmury - jak listki mnie całują. Już muszę iść. Gwiazd oczy, jak złote pieniążki legły na pustych źrenicach upiora. Anieli idą po mnie - chcą wiązać - o, nie trzeba - sam idę - wiecznie sam. Nieme ust waszych błyskawice grożą mi ciemną zagładą. Do nieruchomo zastygłych wód, na dnie lodowych czarnych jaskiń, pośród zapadłych bez wyjścia dolin idę - by spełnił swój tryumf słoneczny bóg w otchłaniach ze mnie poczęty. Do różowiących tuli się obłoków, gdzie mleko ambrozji i nektar wód. Ach - moja otchłań żarzy się w sen z ametystów. O słońce! - mój synu - boże - nie widzę Cię - lecz z gór mych błogosławię Twym nadniebnym drogom. Niech w ten mój mrok wejdą wiar nowych królowie, prastarych świątyń kapłani i czarnych żubrów grający pasterze. Wszystkim co przejdą przez te wąwozy śmierci i zakrwawione żelazną rdzą potoki - ku tym przełęczom zielonym pełnym kwiatów - zrodzonych z Jutrzenki i Mroku - ja błogosławię - Starzec gór - wyższych nad błędne komet szlaki - z gór - które są podnóżkiem tronu Tego - co większy niż ja... - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - W ciemnym podwórku kwitną gałęzie mych kalin - ile czasu potrzeba, aby te mury rozwalić i drzewko wydobyć ku słońcu? Dzieciątko blade w wilgotnej izbie ma oczy ogromne - jak morza zatoki, i boi się księżyca, który spogląda przez szpary - O, nie opuszczaj mię Jutrzenko - nie ćmij mię zimną mgłą rozpaczy - musiałbym trupa Twego ułożyć do trumny i gwoźdźmi sam przybijać wieko - - wziąłbym na cmentarz synka, co by się uśmiechał i poszedł z nim do opuszczonego kościoła, gdzie mrok gra trumnom de profundis. Nie umieraj Jutrzenko moja - niech nas razem uśpionych ujrzą blade jesienne księżyce, nie opuszczaj mnie - bo nie będę mógł zagrać hymnu umarłych nad Tobą, o moja Jutrzenko! Anioł mi błysnął gwiazdami i przyrzekł - nad górą świata - nad morzem Golgoty - że już nie umrze nikt z kochających. --