Chori Chori
dla telefonu Samsung
Kod: SA3008803NUV
Aby otrzymać polifoniczne dzwonki Chori Chori - Arash wyślij sms o treści SA3008803NUV pod numer 7428
Aby wysłać do znajomego: Wyślij sms o treści +48xxxxxxxxx:SA3008803NUV na numer 7428
Cena SMSa wynosi 4 pln (4.88 pln z VAT).

Usługa polifoniczne dzwonki dostępna na telefony Samsung: ZV60, ZV40, ZV30, ZV10, ZM60, Z720, Z630, Z560, Z540, Z510, Z500, Z400, Z370, Z330, Z300, Z240, Z230, Z220, Z170, Z150, Z140, Z130, Z110, Z107, Z105, Z100, X830, X820, X810, X800, X700, X680, X670, X660, X650, X640, X630, X620, X610, X600, X540, X530, X520, X510, X500, X497, X495, X490, X481, X480, X475, X461, X460, X450, X430, X400, X300, X210, X200, X160, X140, X120, X105, X100, V205, V200, V100, U700, U600, U300, U100, T809, T700, T400, T100, S500i, S500, S300, S200, S105, S100, P920, P910, P900, P850, P730, P510, P408, P400, P310, P300, P207, P200, P100, N620, N600, M600, M300, L760, J600, I750, I600, I300, G600, F300, E910, E900, E890, E880, E870, E860, E850, E840, E820, E810, E808, E800, E790, E780, E770, E760, E740, E730, E720, E715, E710, E700, E690, E640, E638, E635, E630, E610, E600, E570, E530, E510, E500, E490, E420, E400, E390, E380, E370, E360, E350, E340, E335, E330, E315, E310, E300, E250, E210, E200, E105, E100, D900, D840, D830, D820, D807, D800, D720, D600, D520, D510, D508, D500, D415, D410, C520, C300, C260, C250, C240, C230, C225, C210, C200, C170, C140, C130, C110, C100, A800,
Powered by Wapster.pl Reklamacje: wapster@wapster.pl | Aby skorzystać z tej usługi musisz mieć skonfigurowany telefon do połączeń z WAP.
Wierszyk...
Wiecznie śpiewacie na tę samą nutę! Śpiewacie rozpacz dziką i bezbrzeżną, Serca przedwczesną goryczą zatrute I melancholie mglistą a lubieżną, Senne miłoście szpilkami przekłute, Rany zadane jedną rączką śnieżną, I omijacie skrzętnie każdą radość - Strojąc się w duchów księżycową bladość. Po tysiąc razy te same westchnienia Ślecie do oczu niebieskich lub czarnych, Do drobnej nóżki, krągłego ramienia I różnych kształtów mniej lub więcej zdarnych I umieracie jak Tantal z pragnienia, Pełni poświęceń i bohaterstw marnych, A choć się który czasem w rymie potknie, To jednak lubej ręką swą nie dotknie. Zawsze ach ona! z tą twarzyczką cudną Serca wam bierze na straszne tortury; Spojrzy się... przeżyć jej spojrzenie trudno! Odwróci oczy... świat się kryje w chmury, Wszystko stracone, ona jest obłudną - Dokoła ciemność i smutek ponury! I nie zostaje nic... o srogi losie! Jak ginąć w mękach na sonetów stosie. Wiecznie te same klęski bezprzykładne I te piękności boskie, nadzwyczajne, Te bujne włosy, te ruchy układne, Różane usta, słodkie, życiodajne, Te oczy pełne miłości a zdradne, Które wyczerpał brylantowy Heine, Te brwi, te rzęsy, te perłowe ząbki, Te kwiaty w włosach i szat białe rąbki. I pełno wszędzie słów pieszczonych szmeru, Co płyną jako śpiewne wodospady, I pełno woni zbyt słodkiej eteru, Pełno lamentów, zniszczenia, zagłady, Zmarnowanego życia i papieru, I potępieńców pośmiertnej biesiady... Co wszystko snuje się z jednego wątka, Z kapryśnej pozy ładnego dziewczątka. Dosyć już mamy tych rozkoszy dreszczów I tych uśmiechów niby ironicznych, Bladych księżyców, mgły i krwawych deszczów, Niezrozumiałych potęg demonicznych; Dosyć już mamy tych łabędzich wieszczów, Którzy konają w bólach ustawicznych, I tych ubóstwień, rozanieleń, szataństw, I tym podobnych rymowych szarlataństw! Co nam do tego, że wam bohaterki Przysięgną miłość, a potem was zdradzą? Zapewne są to dość znaczne usterki, Lecz wartoż za to świat malować sadzą? I wulkaniczne puszczać fajerwerki, Co się nikomu na nic nie przydadzą? Warn się to piękne zdaje w waszym rymie, A my się za to musi m krztusić w dymie. Miłość jest piękną bez wątpienia rzeczą I ma w poezji stare jak świat prawa - Lecz trzeba, żeby miała twarz człowieczą, Żeby tryskała życiem jej postawa: Śmieszną się staje, gdy ją okaleczą I kiedy wyjdzie wybladła i krwawa. Co by ach! na to Afrodytę rzekła, Gdyby widziała was i wasze piekła! Nie zrozumiałaby zapewne wcale, Że przemawiacie miłości językiem, Widząc was w jakimś Orestowym szale, Z spojrzeniem błędnem, pochmurnem i dzikiem, Na samobójców chwiejących się skale, Urągających niebu wykrzyknikiem... Pewnie by pierś swą zasłoniła twardą I porzuciła was z gniewem i wzgardą. Wprawdzie dziś ona, ta naga, ta grecka! Złej już opinii na świecie używa - Sentymcntalność górą dziś niemiecka, Co się w mgłach kąpie i we mgłach rozpływa; I cała młodzież porządna, kupiecka, Przed jej posągiem oczy swe zakrywa I marzy wsparta na łokciu w sklepiku - O idealnym bardzo kaftaniku. Wiemy, że trzeba kształty posągowe Wy pełnić wyższy m tchnieniem ideału, Na nagi marmur rzucić światło nowe, Moc czarodziejską dać pięknemu ciału; Wierzymy także w zachwyty duchowe, Ale nie chcemy wiecznego rozdziału Pomiędzy duchem nieschwyconym w locie - A biednym ciałem, co się tarza w błocie. Chcemy tej zgody, harmonii i ciszy, Która piękności pierwszym jest warunkiem, Chcemy tych dźwięków, które każdy słyszy Na swoich ustach drżących pocałunkiem, Ale nie wrzasku szalonych derwiszy, Co upojeni narkotycznym trunkiem, Kręcą się w kółko bez tchu i pamięci I myślą, że to świat się cały kręci. Chcemy tych natchnień, co by w życia zdroju Ukazywały nową piękną stronę, Które by naprzód biegły w każdym boju Pokrzepiać serca słabe lub zmęczone, Co by rzeźbiły w klasycznym spokoju Dumne postacie, wawrzynem wieńczone, I podnosiły wszystkie ludzkie cele, Zdrowe pragnienia budząc w zdrowym ciele. Lecz wy, księżyca kochankowie smutni, Nie macie na to w piersiach dosyć siły! Każdy z was wsparty na złocistej lutni, Wpółpochylony do ciemnej mogiły, Słucha z przestrachem dzikiej wichrów kłótni, Nucąc o widmach, co mu się przyśniły, A że ma głosik łagodny i cienki, Lubią go słuchać młodziutkie panienki. Przez to zyskuje do wielkości prawo I na miłostkach, jako wieszcz, wyrasta, Spogląda łzawo i śmieje się krwawo, Bo już go chytra zdradziła niewiasta. Pogardza światem, nauką, zabawą, Tylko się gorzko uśmiecha i basta - I poemata pisze ironiczne, Bardzo piekielne, choć niegramatyczne. Ironia wprawdzie ma swój wdzięk oddzielny I może zasiąść na Parnasu szczycie; Dużo jest prawdy w śmiałości bezczelnej, Dużo piękności w jej bolesnym zgrzycie, Gdy się na przedmiot targa nieśmiertelny, Widząc, że wcielić nic zdoła go w życie, Lub gdy odkrywa serc ludzkich sprzeczności I śmiechem godzi dwie ostateczności. Ale ironia, o panowie mili! To nie gra w piłkę przyjemna i łatwa, Którą by mogła zawsze, w każdej chwili, Bawić się z szkoły wychodząca dziatwa; Ten jeszcze Heinem nie jest, kto się sili Śmiać się i płakać, i w rymie pogmatwa Dużo utartych wyrażeń cynizmu, Z romantycznego wziętych katechizmu. Dlatego radzim wam, wieszczowie nasi, Niech wasze Muzy w locie swym odpoczną; Niech się z was żaden nie dręczy, nie kwasi Ani też skacze w otchłań zwątpień mroczną Dla tej niewdzięcznej Maryni lub Kasi, Niechaj nie pędzi w przestrzeń nadobłoczną Roztrącać gwiazdy... bo nam tchu nie staje Zdążać za wami w tak dalekie kraje. Chciejcie być skromni, zrozumiali, prości, Panujcie myślą nad słuchaczów gminem I budźcie w sercach pragnienie piękności; Niechaj pieśń wasza będzie dobrym winem, Co by nas mogło zagrzewać w starości, Lecz nie szukajcie kłótni z Apollinem, I gdy was rada nie powstrzyma nasza - Wspomnijcie sobie losy Marsyasza! 14 grudzień 1869 --